Vision |Lekarze Białystok |Katalog

- Owszem - zawahał się

Perfumy Paco Rabanne |alveo |Bukmacher

„— Owszem... — zawahał się. — Powiedziałem... po swojemu.
— Co to znaczy, po swojemu — spytał Grossenberg.
— Zapytałem, ha... czy nie mogę jej być w czymś pomocny
Ta odpowiedź przypomniała czemuś mecenasowi Orzeszkową jak to na samo nazwisko Conrada „czuła rzecz śliską, podłażącą pod gardło", i jak to dodawała, że żaden czytelnik „nad powieściami tego pana nie uroni łzy altruistycznej ani szlachetnego postanowienia nie poweźmie".
— Pan się uśmiechnął — nasrożył się Leon. — A przecie to najprostsza rzecz w świecie. Proszę się tylko logicznie zastanowić... Była już w coś wmieszana. A jeżeli wmieszana, to i do czegoś przymuszona...
— Nie śledzę pana — zauważył mecenas. — Poza tym coś tu się nie zgadza. Pierwszą rzeczą, o jaką mnie zapytała owa Sztajsowa, gdy wonczas wstąpiłem do „Sportowej", było czy przypadkiem nie jestem redaktorem A pan teraz mówi, że roześmiała się zza kasy... Jeżeli pan przypuszcza, że pana tam z jakichś przyczyn przezwano redaktorem...
— Tak — wtrącił — to nie jest wykluczone.
— Dobrze, ale po co by w takim razie pytała się mnie o to samo... o tego redaktora, skoro wiedziała, że to o pana chodzi
— Może wtedy jeszcze nie wiedziała. Bo mam wrażenie, że od tamtego czasu, kiedy pan tam był, coś się zmieniło. I Sztajs, i Ricardo, a nawet Sztajsowa stali się — niejako familiarni. Rozumie pan O nie, nie w stosunku do mnie! — Znowu jakby coś mglistego przesunęło się między wiszącym świecznikiem a twarzą Leona, rzucając na nią cień, ciemną czerwień zakłopotania. — Nie mogę sobie tego darować! — zawołał. — Musiałem wówczas natychmiast to jakoś przeciąć. Nie stałem za jej plecami zbyt... zbyt uważny. Tylko... tylko że wciąż obawiałem się, że przepsychologizowuję... To nie było bardzo uchwytne, wie pan. Jakieś poruszenie wąsem... jakieś nieodpowiednie wskazanie palcem... intonacja głosu, w którym... tek, tek... nie było szacunku... szacunku do niej, pan rozumie, co Sztajsowie i ten Waldemar ostatnio traktowali ją... trochę tak, jak gdyby znajdowali się z nią na tym samym poziomi e... Gdy zobaczyłem ją rozmawiającą z konsulem i posłyszałem ten chór śmieszków... tek, właściwie już wtedy musiałbym zaraz zareagować... Nie daruję sobie tego nigdy! Zamiast naprawdę pomóc, zapytałem ją tylko, czy nie mogę w czymś być pomocny. Tego za mało, za mało!... I wie pan, co ona na to Uśmiechnąwszy się, powiedziała „A przecież zawsze pana uprzedzałam, aby mi pan nie wierzył..."“(3)

<<<< Mija jedenaście szczęśliwych | - Wykluczone mój panie- >>>>

Masaż Szczecin |blog dzisusia |Pellets